Owinąć się bandażem, czyli Herve Lager jako zaczątek do refleksji o sensie mody

Chyba od razu, gwoli uczciwości, powinnam podać, że nie podobają mi się zupełnie projekty Maxa Azrii i jego żony Lubov. A nawet, że pewnie powoduje mną w pewnym sensie także swoista zazdrość, gdyż mam pełną świadomość, że w danym modelu  sukienki bandażowej ich projektu nie wyglądałabym wcale korzystnie. A inni przecież wyglądają.

O ile same konkretne projekty mało mnie zajmują, o tyle ich społeczny wydźwięk jest znamienny. Oto w wielu miejscach można przeczytać, że założenie sukienki bandażowej sygnowanej Herve Lager jest rytuałem przejścia gwiazdeczek. A sama sukienka bandażowa jest dziś produktem kultowym.

Żeby dobrze w niej wyglądać  trzeba mieć odpowiednią figurę. Taką  w sam raz.  Za szczupłe osoby nie wyglądają w nich ładnie. Szczególnie ogromna większość modelek:

Osoby zbyt krągłe także nie wyglądają w nich najlepiej. Podobno bardzo obsisłe sukienki bandażowe potrafią obanżyć każdą fałdkę tłuszczu, każdą niedoskonałość. Nie chodzi jednak o sprawę samej tuszy. Dochodzi sprawa figury. Jedynie prawdziwie kobiece sylwetki niektórych waz, klepsydr, wiolonczel, kolumn niektórych gruszek itp. mogą w nich wyglądać dobrze. Oczywiście nie wszystkie.

Znalazłam też parę modelek, które dobrze w nich wyglądają (choć tajemnicą poliszyniela jest, że w innych strojach te modelki wyglądają wielokrotnie korzystniej):

Sukienki Herve Lager są i muszą być kontrowersyjne skoro z jednej strony przypominają, że kobieta ma figurę i może ona być wielkim atutem. Z drugiej zaś, ich targetem są wszelkiej maści celebrytki. Zatem oskrażenia o intencjonalne projektowanie są jak najbardziej sensowne. Może to wyklaruję. Nie jest minusem to, że Max Azria  i Lubov projektują je dla okreslonego targetu, ale to, że projektując je dla tak bardzo  jasno sprecyzowanego grona odbiorców nie mogą oczekiwać  by uznawać Herve Lager za prawdziwą marką high fashion, bo jest się naznaczonym intencją i ograniczonym wachlarzem możliwych projektów. Wszak modeli sukienek bandażowych siłą rzeczy nie może być nieskończenie wiele. Z natury rzeczy jest to materia posiadająca swoje ograniczenia a przez to ułomna w świecie, gdzie projektowanie jest rzeczywistym aktem tworzenia. Innymi: słowy wszystkie modele sukienek Herve Lager mogłyby równie dobrze pochodzić z 1  kolekcji, bo nie ma w nich sezonowych innowacji, wielkich zmian. To jest ciągle szycie tego samego.

Tam, gdzie kończy się kreowanie a zaczyna „noszenie marki” kończy się prawdziwa moda. Portfel z logo „D&G” nie jest przejawem rozeznania w świecie mody. Podobnie jak bikini tylko  z tego powodu, że pochodzi od Herve Lager.

Świat mody jest zatem nieustannym chyleniem się w jakąś stronę. Konsumpcjonizmu albo przesłania. O ile Yoshi Yamamoto coś próbuje przekazać za pomocą swoich projektów i raczej nie marzy o tym, by metką z jego nazwiskiem świecono przed oczami, tak takimi „przedmiotami pokazywania” (statusu materialnego, rozeznania w świecie mody etc.) jest noszenie sukienki od Herve Lager. Bo nie niesie ona z sobą chyba żadnego przesłania. O.k. Pokazuje i podkreśla figurę. Ale od dzisiątek lat istnieją typu kobiecej figury idealnej, które ulegają zmianie. Jeśli  Herve Lager to sukienki dla danego rodzaju figury (a wszystko wskazuje, że tak właśnie jest) to jest to marka wcale nie bliższa high fashion niż Nike czy Adidas. Oni także projektują dla ściśle określonego kręgu odbiorców. Tworzą odzież użytkową. Sukienki bandażowe są taką odzieżą. A może nawet bardziej „odzieżą pokazową” (nie z pokazu mody a dla pokazania siebie bądź swojej figury).

Idąc tym tokiem rozumowania dochodzimy do konkluzji: „ale jeśli większość projektów ubrań pochodzących z high fashion dobrze wygląda jedynie na szczupłych i wysokich osobach, to czy to nie znaczy, że takie projekty są także przeznaczone dla okreslonego grona wysokich i szczupłych klientek?” Coś na pewno w tym jest. Klasyczna klepsydra musi się czuć pokrzywdzona nie będąć np. kolumną, bo siłą rzeczy to co jest modne nie często wygląda na niej dobrze. Z drugiej jednak strony, mimo ogromnego wpływu świata mody na postrzeganie własnej sylwetki, serii zachorowań na anoreksję i mody na bycie chudym nie można powiedzieć, że projekty domów mody są skierowane do wąskiego grona szczupłych i wysokich kobiet. To zbytnie uogólnienie, często wynikające  z nieznajomości świata mody.

Tam gdzie działa silny trend, tam noszone są ubrania niekorzystne dla danej figury, kolory niewłaściwe do typu urody osoby je noszącej. W pewnym sensie projektanci chcą być wszechwładni. Chcą kreować bez oglądania się na wiele ograniczeń ludzkiego ciała  i  jego postrzegania. Czy nam to wychodzi na dobre? Najlepiej niech każdy sobie sam na to odpowie. Czy każdy jest świadomy tego, że mimo np. odchodzącej już mody na spodnie-rurki wcale nie musi ich nosić by być modnym? Czy mamy tę świadomość działania mody? Tego, że zawsze jest wielociekową rzeką, w której jeśli tylko mamy jako takie rozeznanie, jaką taką pewność siebie i jako taką świadomość własnego  ciała możemy wybierać niemal dowolnie spośród tego, co nam odpowiada bądź nie?

Tego wszystkim życzę. Trzeźwego, rozumnego patrzenia na modę. Umiejętności dotrzegania, że potrafi być źródłem świetnych inspiracji i pomysłów jeśli tylko będziemy potrafili z jej czerpać. Że jest narzedziem, które w ręku posiadającym rozeznanie, potrafi dać dużo.

Jeśli ubieramy się nie tylko by ochronić przed zimnem i by nie być nadzy. Jeśli chcemy poprzerz ubiór przekazać siebie to moda może nam ukazać świetne opcje w tym kierunku. W tym moim zdaniem tkwi jej siła i sens.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Jaka sukienka na jaką figurę-wielki przegląd-cz. 2

Drugim, szalenie modny trendem jest asymetria. Wiele asymetrycznych sukienek jest również drapowanych.

(Niepodisane sukienki pochodzą z kolekcji Lanvin i Stelli MacCartney.)

Modne są także proste sukienki.

Powyższa, „chustkowa”  sukienka przypomina mi pomysł na samodzielne wykonania sukienki z apaszek pomysłu blogerki Kelly z bloga theglamourai.com:

http://www.theglamourai.com/2010/07/glamourai-diy-scarf-dress.html

(Powyższe sukienki to projekty: Bailey 44, Alexander McQueen, Diane von Furstenberg, Marc Jacobs, Dolce&Gabbana, Stella MacCartney, Gucci, Hause of Fraser,  Givenchy, Barbara Tfank, Camilla&Marc, Michael Kors.)

Pewne kroje zawsze dobrze mieć w szafie.

Pierwsza sukienka idealna dla waz, kolejne dwie wiolonczel i klepsydr. Ostatnia dobra także dla np. kręgielków.

(Powyższe sukienki to projekty Camilla&Marc, Karen Millen, Zac Posen i Dsquared2.)

Można także spotkać modele  geometryczne (Paule Ka, Helmut Lang, Diane von Furstenberg i Versus.)

Ostatni model świetny dla linijek. Warto też zwrócić uwagę jak ładnie kształty mogą podkreślać paski gdy są ładnie ułożone.

Po latach niełaski do mody wraca długość maxi. Także odnośnie sukien (Proenza Schouler, Jenny Packham, Marchesa, Lanvin, Matthew Williamson, Nadia i Albertta Ferretti.)

Maxi sukienki to jednak propozycja tylko dla wysokich. Szkoda.

Ciekawe są też takie sukienki (pierwsza z Topshopu):

Druga sukienka projektu Juicy Couture i zielona Boudicca mogą nosić tylko osoby z wyraźnie zaznaczoną talią.

W przypadku figur z dominującym dołem (gruszka, kręgielek, dzwonek) często ważne jest poszerzanie ramion (John Lewis, Reserved, Grey Antics, Catherina Melandrino.)

Ciągle modne są luźne kroje sukienek (Loeffler Randall, Rag&Bone, Electric Feathers i Marc Jacobs, Kimberly Ovitz.):

A poniżej zestawy z thesartorialist.blogspot.com z czarną, szeroką sukienką:

Casualowe są też sukienki-koszule (Paul Smith, Reserved, Azzaro Gary, Diane von Furstenberg):

Inne fajne modele:

Na deser klasyczna sukienka od Jasona Wu:

***

Zdjęcia pochodzą ze stron: net-a-porter.com,  stylebop.com, farfetch.com, theoutnet.com, thesartorialist.blogspot.com, reserved.com, polyvore.com, paulsmith.com, coggles.com, luisaviaroma.com, barneys.com, loefflerrandal.com, lagarconne.com, couture.zappos.com, blueandcream.com, johnlewis.com, topshop.com, matchesfashion.com, dressingroom.com, matthewwilliamson.com, berghofggodman.com, mytheresa.com, style.com, flannelsfashion.com, hauseoffraser.com.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Jaka sukienka na jaką figurę-wielki przegląd-cz. 1

Zbierałam się na napisanie notki nt. sukienek niemal od początku istnienia tego bloga. No i w końcu: jest. Zaczną od najmodniejszych teraz krojów. Przede wszystkim sukienki drapowane. Jest to dość pojemna „figurowo” kategoria, gdyż tego typu sukienki mogą pasować na bardzo różne figury w zależności od udrapowanego miejsca. I tak, zaczynając od góry. Udrapowany dekolt nadaje ciężkości górnej części ciała, to też  może się świetnie sprawdzać na gruszkach, kręgielkach i być może dzwoneczkach. Oto przykłady:

Spośród powyższych sukienek chyba jedynie szara sukienka Preen mogą także świetnie leżeć na np. wazach. (Niepodpisana czerwona sukienka to projekt Costume National, bakłażanowa Vionnet, beżowa jest  z Topshopu, kwiatowa Cacharel a srebrna pochodzi z kolekcji Just Cavalli.) „Przechodząc w dół” kolejne sukienki będą drapowane także w pasie. Poniższe, dzięki połączeniu drapowania w okolicach ramion i pasa mogą się sprawdzić głównie na tych samych co poprzednio typach figur. A może nawet bardziej decydują o tym szerokie rękawy.

(Sukienki są sygnowane przez Lanvin,Rag&Bone i Yves Saint Laurent.) W modelach drapowanych w pasie, w których nie ma tak masywnych ramion wiązanie w pasie może decydować o „wykonywaniu dobrej pracy” na rzecz wyrównywania propocji. Tam, gdzie marszczenia jest także w okolicach ramion skorzystać mogą i poprzednio wymienione sylwetki, jak i cegiełki (linijki).

Idealny krojem na cegiełki zdaje się być poniższy (asymetryczny dekolt jest w przypadku tego typu sylwetki bardzo ważne, bo dodatkowo „zabija” monotonię figury i przełamuje linie równoległe):

Kolejna, udrapowana w sposób świetnie pasujący cegiełkom sukienka:

(Sukienki to projekty Paul & Joe, Reserved, Easton Pearson, Halston Herritage oraz Narciso Rodriguez.) Spora ilość tkaniny w okolicach biustu odpowiednio udrapowana może optycznie powiększać biust. Jednocześnie, pewien rodzaj marszczenia materiału w oklicach biustu może działać odwrotnie i „gubić’ optycznie biust. Tak działają takie kroje (w pierwszym przypadku, mimo wzorzystej tkaniny w górnej części w zestawieniu z czernią). Obie sukienki z Reserved:

Taki wzór, połączony w opisanych drapowaniem ma także  szansę sprawdzić się na cegiełkach:

W przypadku tego kroju cegiełki mogą zyskać (nienachalne wrażenie talii w przypadku pierwszej sukienki i przełamanie monotonii sylwetki w drugim):

Te drapowania mogą ładnie leżeć i na cegiełkach i na wazach i na figurach z dominującym dołem (gruszki, kręgielki, może dzwoneczki):

Sukienka mająca szansę leżeć na wazach i cegłach:

Modele na wazy i być może kręgielki, gruszki:

Drapowane sukienki na rożki:

Drapowania być może na kolumny:

(Niepodpisane sukienki są z Allsaints, Diane von Furstenberg, Barbara Tfank, Helmut Lang, Project D., Helmut Lang, Preen, Alexander McQueen, Dsquared2, Paul Smith, Allsaints, Alexander Wang, Allsaints.)

Drapowania potrafią także pięknie wyeksponować  kobiece kształty waz (po kolei, sukienki Jamesa Perse, Etro, Dolce&Gabbana, Donna Karan):

klepsydr (Hauseof Fraser, Marios Schwab):

wiolonczel (Giambattista Valli, Preen i Donna Karan):

 

***

Zdjęcia pochodzą ze stron: farfetch.com, couture.zappos.com, costumenational.com, stylebop.com, net-a-porter.com, topshop.com,  jades24.com, polyvore.com, barneys.com, coggles.com, reserved.com, flannelsfashion.com, us.allsaints.com, matchesfashion.com, yoox.com. theoutnet.com, luisviaroma.com, theoutnet.com, hauseoffraser.com.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Ładnemu we wszystkim ładnie

Dzisiaj porównam makijaże z pokazów na sezony od 2003 do 2010 roku przy pomocy zdjęć Anny Jagodzińskiej.

Całkowicie zgadzam się, ze zdaniem autorki tego bloga nt. urody modelek:

http://wybiegkary.blox.pl/2011/01/Ta-dziewczyna.html

Annę Jagodzińską bez żadnych wątpliwości można zaliczyć do grona klasycznych piękności.

Ta notka, to także próba pokazania jak wiele może zmienić makijaż i zachęta dla wszystkich niechętych „malowaniu się” by jednak zobaczyły, co być może tracą.

Do rzeczy jednak: makijaże naturalne:

Następnie makijaże z akcentem na oczy:

Podkreślone usta:

Mocno zaznaczone i oczy i usta:

Aż trudno uwierzyć, że to ta sama osoba.

I na koniec wybrane  zdjęcia strojów (dzięki którym łatwiej zrozumieć związek makijażu z ubiorem):

Zdjęcia pochodzą ze strony style.com.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Co my tak na prawdę wiemy o Arkadiusie?

Do tej pory koncentrowałam się na użytkowej stronie mody. Pora na sztukę. Właściwie możnaby podzielić wszystkich projektantów na tworzących ubrania nadające się do noszenia i tworzących ubrania nie po to, żeby ktoś je miał  nosić do kina czy pracy, ot tak, zwyczajnie, czy na rozdanie Oscarów nawet. Ale żeby coś większego poprzez  ubrania przekazać. Zamanifestować. Królują w tej kategorii Alexander McQueen, Comme des Garcons, Hussein Chalayan czy John Galliano.  Ale był też Arkadius.

Urodził się w Lublinie, rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, które porzucił dla kariery w świecie mody. Ukończył Podstawowy Kurs Projektowania Mody w Central St. Martin’s College of Art & Design w Londynie.  Jak podaje seris insomnia.pl „Na drugim roku poznał znanego brytyjskiego projektanta mody, Alexandra McQueena, który zaoferował mu pracę. (…) Na wiosnę 2000 r. Arkadius otrzymał New Generation Award (Nagrodę Nowego Pokolenia) od British Fashion Council (Brytyjskiej Rady Mody). (…)  W 2001 r. został wybrany z kolei jednym z 10 najlepszych projektantów mody w Wielkiej Brytanii [obok m.in. Vivienne Westwood, czy Stelli MacCartney-mój przypis]. W styczniu 2002 r. w centrum Londynu otworzył swój pierwszy butik. W lutym 2002 r. otrzymał niezwykle prestiżową nagrodę rządową od organizacji NESTA (brytyjski Narodowy Fundusz Na Rzecz Nauki, Techniki i Sztuki). W grudniu 2002 r. w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej odbyła się premiera „Don Giovanniego” Wolfganga A. Mozarta, do której Arkadius przygotował kostiumy.”

Od razu zaznaczam, że nie jestem dobrą osobą do opisywania kolekcji, bo do tego trzeba o wiele staranniejszego przygotowania niż moje i o wiele większego rozeznania z świecie mody. Aktualne kolekcje świetnie objaśnia autorka bloga „Metki”, którego po prostu gorąco, goraco polecam:

http://metki.blogspot.com/

Blog absolutnie na poziomie, duże rozeznanie autorki i lekki, fajny styl to coś za co dałabym się pokroić 😉 Ze świecą szukać innych polskich blogów o modzie, które podejmowałyby tematykę tak profesjonalnie i bezpretensjonalnie.

Jednak na Metkach nie ma wpisów o Arkadiusie, więc posiłkować się będę angielskojęzycznym opisem paru kolekcji Arkadiusa z serwisu style.com, bez prób tłumaczenia go.

Jego pierwsza kolekcja „Lucina, O!na wiosnę/lato 2000 zaprezentowana na Londyńskim Tygodniu Mody  spotkała się z uznaniem krytyki.  Jak możemy przeczytać na oficjalnej stronie projektanta inspiracją były ryskunki brytyjskiego artysty Allena Jonesa i symbolizm rzymskiej bogini  płodności Luciny. Toteż na wybiegu możemy ogladać modelki odgrywające poród.  Zbliżający się przełom związany z poniekąd symboliczną datą roku 2000 Arkadius przedstawił łącząc futurystyczne wzornictwo z naturalnymi tkaninami jak skóra, jedwab czy wełna.  Artystyczne cięcia, bogate wzory widoczne w promieniach ultrafioletowych i dramatyzm pokazu dopełniają całości. Warto zobaczyć na własne oczy:

http://www.youtube.com/watch?v=YwfJJir33xQ&feature=mfu_in_order&list=UL

Kolekcja na kolejny sezon pod nazwą „Queen of Sheba„, inspirowana tą postacią także została dobrze przyjęta.  Tak opisuje ją Plum Sykes na łamach serwisu style.com:

The first outfit was a tiny minidress with a metallic lace top that covered the model’s face. Her hand was linked to her feet with miles of gold chains—she did a good job making it to the end of the runway in all that armor. Outfit No. 2 was another miniscule dress with a giant hood decorated with porcupine quills. You get the picture. Polish-born Arkadius, in his second season, makes mad, mad clothes—the kind you come to London to see. Along with the arty insanity there were some fabulous ideas such as the foam dress, which made its wearer look as though she were an elegant mushroom; and the sweater with foam arms, which created the weird impression that the model had four arms. On a more practical note, Arkadius had one heavenly cream coat that combined wool and fur. Fur as fabric is the trendiest texture for next season. You saw it here first.”

http://www.youtube.com/watch?v=tfbhAmvWMdA&feature=mfu_in_order&list=UL

Wielu projektanów  przedstawia na końcu pokazu swój szczególny projekt. Zwykle jest to suknia wieczorowa. Arkadius, jak i nieliczni inni designerzy wprowadza niejednokrotnie widzów także  swoistym preludium do pokazu. Dodatkowo, podczas gdy większość projektantów pokazuje się na koniec w stroju casualowym, bardzo często jeansach i czarnej bluzce, Arkadius rozciąga dramaturgię pokazu także na moment swojego wyjścia na wybieg, także przywdziewając specjalny strój związany z kolekcją. Prezentując powyższą kolekcję przebrał się (jak widać na zdjęciu) za dwugłowego stwora.

Bardzo istotny moim zdaniem był trzeci pokaz projektanta „Paulina„, w ramach którego m.in. Małgosia Bela prezentuje stroje inspirowane życiem na polskiej wsi. Paulina to imię babci projektanta, u której Arkadiusz Weremczuk spędzał czas jako dziecko. Poprzez stroje z wzorem ludowym, czy koszykiem do przynoszenia chrustu na plecach projektant podobno pokazuje niezmienność strojów i ich prostotę. Nawiązuje także do zwyczaju nocy świętojańskiej a przy okazji zaskakuje. Oto finałowa suknia jest przeźroczysta i wypełniona sianem. Snopki siana lub słomy tworzą także tło pokazu. Wśród detali rozpoznajemy kierpce, pas góralski. Modelki mają podoczepiane horrendalnie długie warkocze, gdzieniegdzie pełnią one także rolę krawatu. A za podkład muzyczny służy dobrze nam znana piosenka:

http://www.youtube.com/watch?v=NosdmmM9ndU&feature=mfu_in_order&list=UL

Armand Limnander tak opisuje ją w serwisie style.com:

„There was certainly no shortage of creativity at Arkadius’ bizarrely bucolic London show. The Polish designer turned to his homeland for inspiration, referencing farm life with colorfully trimmed linens, flowing cottons and foulards wrapped around the head.

Intrigued by how little the style of dressing in his country has changed, Arkadius took it upon himself to suggest new possibilities. With skillful draping, ruching and cutting, he managed to turn perfectly quaint frocks into sexy, in-your-face ensembles. Arkadius’ new country maiden wears slinky strapless dresses with colorful bird prints, white leather pants with gathered sides or cutouts, frayed topstitched jeans with ankle boots, and slash-cut skirts. But that’s not all: there was a blood- (or faux blood-) drenched shirt, a top made out of straw and plastic birds, and a model carrying a dress suspended by two poles in front of her.

Arkadius delivered an invigorating burst of energy after the more commercial collections of New York, yet his presentation was at times repetitive and would have benefited from some careful editing.”

To, że Arkadius tę i kolejną kolekcją wprowadzał polską kulturę do światowej mody jest istotne. M.in. Kenzo w ten sam sposób zapoznał świat z widocznymi w modzie zasadami kultury Japonii. Np. Vivienne Westwood ciągle nawiązuje bardzo mocno do brytyjskiego krawiectwa sprzed wieków. Na myśl przychodzą tylko słowa żalu: „gdyby tak Arkadius nadal tworzył…” 😦

Kolejna kolecja „Prostitution?” miała podjąć dialog z tezą, że  projektanci się sprzedają by osiągnąć zyski. Ostrzegam, że aby obejrzeć drugą część pokazu trzeba się zalogować, bo podobno treści w niej zawarte nie są przeznaczone dla dzieci. Nie do końca się z  tym zgadzam.

http://www.youtube.com/watch?v=QtD6w2XBcgM&translated=1

Armand Limnander ze style.com piszę o niej tak:

„Prostitution” was the theme for what Arkadius described as his most salable collection to date. „This is a reaction to those who attack designers because they create commercial clothes,” said Arkadius, proudly wearing a jacket stamped with call-girl ads. „Are designers prostitutes when we meet people halfway?”

Arkadius did show less extravagant clothes than usual, including net tops and plenty of sensible skirts and jackets with flattering button trims. „Until my dream of streets that look like catwalks comes true,” said Arkadius, „designers have to find a way to survive.” But no one need worry that the Polish-born designer will be competing with the Gap anytime soon; his presentation still featured plenty of independent-minded verve. Loose pinstripe pants were worn with a sleeveless knit top that looked as if it were about to disintegrate; sheepskin dresses, muskrat corsets and head-trapping balloons shouldn’t be turning up in corporate boardrooms anytime soon.”

Rzuca się to w oczy i przeczytać można to w wielu miejscach, że ta kolekcja nie jest już tak awangardowa, jak wcześniejsze, że więcej w niej casualowych strojów a  mniej znanego dobrze stylu Arkadiusa. Ale chyba nie sposób nie zauważyć, że właśnie na tym polegał koncept kolekcji, że to właśnie jest owe „sprzedawanie się”, czyli lawirowanie między krojami, które są noszone na ulicach, czyli mogą się sprzedać a inspiracjami wprost ze słowa „prostytucja”. Warto ponownie zwrócić uwagę na scenerię: błyszczący kolor czerwony, podobna gra świateł. Jest to także barwa dominująca w tej kolekcji. A T-shirt projektanta to rekalam call-girls, więc znowu: pozostaje w konwencji.

Bodajże najznamienitszą kolekcję przyniósł sezon wiosna-lato 2002 „Virgin Mary wears the trousers”. Tak ją opisuje Sarah Mower na łamach style.com:

„Think of Arkadius as the Alexander McQueen of Poland. Fully embracing the more theatrical side of London’s Central Saint Martins college, the Slavic designer has, in past shows, „given birth” on the runway and brandished a rubber cast of his own severed head at the audience for a finale.

Arkadius’ Spring collection, relatively low on dramatics compared to past performances, was based on a Catholic theme, the adoration of the Virgin. Beginning with a shaven-headed, bare-breasted „Mary” festooned with crucifixes and a crown of thorns, the show converted embroidery usually seen on priestly vestments into pants and dresses, while interspersing padded 3-D appliqués of the Madonna and Child and the Sacred Heart onto tops. In between, there were calmer moments where Arkadius worked with lace, georgette ruffles and paisley for party dresses with complicated cuts. Then the show reverted to a religious climax as a model paraded, in gold brocade pants, with her face inserted into an icon.

One poignant sight was the singular back view of a red jacket, with a dove of peace embroidered on the back.”

Koniecznie musicie ten pokaz obejrzeć, szczególnie moment wejścia pierszej, ogolonej na zero modelki, a także modelki  „ubranej w obraz Matki Boskiej”, czy symulującej wbijanie w siebie sztyletu, a wreszcie obrazoburczą pozę projektanta:

http://www.youtube.com/watch?v=fiMPZGTvZoc&feature=mfu_in_order&list=UL

Genialna kolekcja i pokaz! Przełamująca schematyzm obrzędów, lekko prześmiewcza. Coraz częściej teraz (czyli 10 lat po tym pokazie), że dopiero teraz inni sięgają, i to oczywiście bardziej delikatnie, do tego tematu.

Z polskich akcentów tej kolekcji jest także to, że prezentują ją m.in. Karolina Malinowska, Magdalena Mielcarz i Magdalena Frąckowiak (jeśli dobrze poznaję).

Później były już tylko kolekcje mniej znane.

Jesień-zima 2003/2003 „The house of pleasure”

http://www.youtube.com/watch?v=3Ugu50vWMLE&feature=mfu_in_order&list=UL

Czyli częściowy  powrót do tematów znanych z kolekcji „Prostitution?”, tyle, że z dużo mnijeszą dawką „mody biurowej” a z akcentem na tematy buduarowe jedynie. Więc równie dobrze mogę napisać, że to po prostu  bardzo zmysłowa kolekcja. Charakterystyczne są  odważne cięcia fryzur modelek a po wyjściu projektanta „biczowanie” modelek małym pejczem i atmosfera dobrej imprezy.

Do wątku dość dosłownej zmysłowości projektant z resztą znowu powróci w sezonie jesień-zima 2005/2006 ze swoją ostatnią kolekcją „Le cock„.

http://www.youtube.com/watch?v=RcqTs8FdoJA&feature=mfu_in_order&list=UL

W absolutnie „przebrańczym” makijażu i z ciekawymi fryzurami  i podkładem myzycznym nawiązującym chwilami do-posiadające religijny wydźwięk-koncertu ogranowego.

Sam tytuł-jak można przeczytać na oficjalnej stronie  Arkadiusa-to z jednen strony dwuznacze  skojarzenia w Anglii i symbol radości i witalności w Portugalii, którą projaktant często odwiedzał przed stworzeniem kolekcji (uczestnicząc w projekcie designerskim w okolicach Lizbony na potrzeby Farol Design Hotel).

W „Le cock” widać wyraźnie widoczne także w paru wcześniejszych kolekcjach budowanie marki opartej na symbolach (logo anarchy, koguta i plakaty jak ten:

Nie jest to jednak kolekcja tak ciekawa  jak poprzednie. Oczywiście szkoda. Projekt np. spodni z mankietami i spinkami do nich jest godzien lepszej kolekcji i jej zaprezentowania.

Na jesień-zimę 2003/2003 Arkadius zaproponował kolekcję „Ubran Orchid”:

http://www.youtube.com/watch?v=A-F48BWlr3k&feature=mfu_in_order&list=UL

„United States of mind” to pod pewnymi względami podobna kolekcja. Projekt czerwono-białej „sukienki finałowej”jest ciekawy. Pióra i gołąbki jakoś zdają się wiązać z amerykańską tradycją weselną. Barwy biało-czerwone to chyba krew „gołąbków” na białej sukni.  Prócz niej, reszta jest dość banalna: wzory dolara, arafatki,  flagi Izraela (które wmieszane  z biało-czerwonymi paskami gdzieś mi przypominają drut kolczasty, a co za tym idzie holocaust, a chyba nie o to Arkadiusowi chodziło), lasso jako naszynik. Do tego maski, które wywołują skojarzenie z „Milczeniem owiec” albo chociaż epidemią. Jest nade wszystko ikonograficzne pokazywanie kultury amerykańskiej, która-jak mi się wydaje-właśnie tak, bądź podobnie, była w tamtym czasie postrzegana. Rysunki na ciele modelki nawiązują do korzeni indiańskich, w ich centrum jednak umieszczona jest gwiazda Dawida. Do tego projektant w stroju arabskim.

Właściwie to uważam, że trafnie wiele tu spraw Arkadius przedstawia, ale może zbyt dosłownie? A może tak też trzeba/można?

Ostrzegam przed muzyką, chwilami bardzo irytująca (są jakieś akcentu śpiewu muezina, nut arabskich, „preriowej” gry na harmonijce, być może nawet hymn amerykański, rock, dzwięk gwizdka pociągu etc.) ale chwilami denerwująca jest występująca od czasu do czasu kakofonia, ale ja jestem na nią wrażliwa po prostu):

http://www.youtube.com/watch?v=b_n4PUFCQvY&feature=related

Kolekcja to oczywiście refleksja projektanta nt. ówczesnej sytuacji politycznej na świecie zawierająca mimo wszystko spore optymistyczne akcenty.

Po więcej kakofonii zapraszam tu:

http://arkadius.com/anotherplanet/stars.html

Wystarczy kliknąć w „S/S 2004” a potem  w miejsce oznaczone „enter” na zdjęciu Ziemi  i już mamy nasze kroki wojska,  klikając w „about” dalsze „nutki” (niestety nie znalazałam bezpośredniego odnośnika do tej podstrony kolekcji).

„Le  freak c’est chic”:

http://www.youtube.com/watch?v=qpJ3qBuppQg&feature=mfu_in_order&list=UL

„Le Freak” to tytuł piosenki Chic i chyba słyszę jej tony w podkładzie muzycznym do pokazu.

Z paru pokazów nie mogę znaleźć zdjęć. Jest tylko film. Jeśli znajdę to oczywiście tu dodam, bo szczególnie geometryczne sukienki z kolekcji „Le freak c’est chic” mi przypadły do gustu.

Gwiazda projektanta zgasła czy przygasła podobnie nagle jak się pojawiła.  O tym „co się stało z Arkadiusem” krążą pogłoski. A trzeba przyznać, że był i jest młodym projektantem. Miał zatem wiele lat ewentualnej kariery przed sobą.

Szkoda, szkoda…

***

Informacje o życiu projektanta pochodzą ze stron: insomnia.pl i arkadius.com, zdjęcia ze stron style.com, arkadius.com i leadfashion.com.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Made in Poland, czyli polskie akcenty w świecie high fashion

Na początek może wyjaśnię, bo chyba wypada. High fashion to moda z najwyższej półki, czyli Chanel, Mediolan i te sprawy 😉

Polacy bardzo lubią się  sobie przyglądać, zapytać jakiegoś Włocha co myśli o Polakach, albo najlepiej od razu usłyszeć dobre słowo o Polsce od cudzoziemca. Nie przeczę, mnie też się to tyczy. Ostatnio miałam okazję oglądać fejsbukowe zdjęcia znajomego Iberyjczyka, który odwiedził moje rodzinne miasto i nie powiem, ciekawie jest widzieć to, co tę osobę zainteresowało w mieście, które dla mnie jest codziennością. Oglądać zdjęcia fresków, przy których nigdy się nie zatrzymałam, choć mijałam wielokrotnie. Wiadomo, że turysta jest drapieżnikiem a zdjęcia łupem, toteż dysonas jest oczywisty.

Ale wracając do meritum: odnoszę wrażenie, że przesyłanie komunikatów  o nas z zagranicy i u nas o owej zagranicy jest dziwnie często zniekształcane. Suma dwóch słów: „Polska” i „wielki świat mody” daje u przeciętnego Polaka wynik: „Anja Rubik”, co gorsze, często z dopiskiem: „i jak bardzo jej nie podziwiam”.

Ostatnio trafiłam na pewnien tekst, w którym przewija się temat przeźroczystych koszul i topów pokazujących nagi biust, które można spotkać w kolekcjach wielu projektantów.  W ugrzecznionej”” wersji z haftem wyglądają tak (zdjęcie z wiosennej kolekcji Alberty Ferretti, na zdjęciu oczywiście Jac) :

Bardzo podobają mi się takie bluzki, ale oczywiście nie mam pomysłu jak mogłabym je nosić na ulicy. Ale do rzeczy. Jak takie bluzki pokazują piersi? W sposób niewyuzdany, ani wulgarny choć odsłaniają dużo. Raczej wyrafinowany i elegancki. I taka wg mnie jest moda. Wyrywa biust z pornobiznesu i oddaje kobiecie by mogła go pokazywać jak łokieć. Zwraca CIAŁO niewiaście i mówi: „od tej chwili Twój korpus nie musi być obiektem seksualnym jeśli tego nie chcesz, minimalizm jest równie dobry co kobiecy krój”.

Może zacznę od modelek. Parę Polek zrobiło w tym zawodzie niezłe kariery. Na lata 2000-2001 przypada bodajże szczyt kariery Małgosi Beli, którą jeszcze można spotkać na wybiegach, choć rzadko.

Spory sukces, szczególnie w 2009 r. przypadł w udziale Annie Jagodzińskiej (także twarzy kolekcji Reseved).  I to jej, może także innym naszym top modelkom poświęcę jedną z przyszłych notek.

Na topie teraz jest oczywiście Anja Rubik, wspominane Kasia Struss i Jac.

Od ok. 2006 czy 2007 r. na wybiegach spotkać można coraz bardziej popularną Magdalenę Frąckowiak.

Zauważyłam, że jest ona bardzo chyba często ubierana w sukienki. Może jest to wynikiem koncepcji kontrastu (kształt twarzy nieco męski i kobieca sukienka). Mi się podoba.

Ostatnio widoczne zaczynają być Ramona Chmura, Marlena Szoka i inne, ale są to początki kariery dopiero. Choć pewnie, że dziewczynom kibicuję.

A co w świecie projektantów? Plotkarskie serwisy odnoszą się dość często do tegorocznej kolekcji Ewy Minge w Nowym Jorku.  Na potrzeby notki zmusiłam się i obejrzałam ją.  Nie jest zła,  choć mnie nie zachwyciła chyba niczym. Zdjęcia znalazłam na polskiej stronie, znaleźć coś za granicą było trudniej, a skoro chciałabym przestawić ów zagraniczny wydźwięk tej kolekcji a nie mogę z braku materiałów, więc niech wystarczy jedno zdjęcie i to słabej jakości:

Gdzieś też przewijają się nazwiska Macieja Zienia i Paprockiego i Brzozowskiego, jednak słusznie chyba można ich zaklasyfikować jako projektantów dla gwiazd. Wieczorowe sukienki. To tworzą. A znowu: w modzie chyba nie o takie zacięcie chodzi. Zostaje zatem jedynie Arkadius. O nim będzie kolejna notka.

***

Zdjęcia pochodzą ze stron: style.com, nymag.com i modowo.pl.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Stroje kąpielowe na osoby z małym wcięciem w talii

Jakiż temat byłby bardziej nie na czasie niż plażowy? Zatem musiałam go teraz poruszyć ;-).

Chciałam dotrzeć do jakichś zdjęć bliższych przęciętnym plażowym niż wiele fotografii z wybiegów, pamiętając jednak o tym, że milsze dla oka są jednak trochę „ugładzone” zdjęcia. Nie ustrzegłam się jednak nieco zmanipulowanych zdjęć. Nie ma tu „agresywnego „photoshopa, ale są małe tricki zdjęciowe. Z resztą same popatrzcie.

Jak to zdjęcie nas oszukuje? Pierwsze zdjecie to-nie da się ukryć-poza, czyli w efekcie ładne zdjęcie, ale ile z nas takie pozy przymuje naturalnie? Chyba mało. Pozy są zmorą zdjęć bielizny i strojów kąpielowych, bo możemy oglądać może i ładne zdjęcie, ale jak to się ma do tego jak my możemy w tym samym stroju wyglądać nie „wyginając śmiało ciała”? Dwa kolejne zdjęcia to inny „triczek”, stanie na palcach. Nieładnie tak oszukiwać nasze oczy żeby wyglądać na wyższą 😉

A wracając do sedna sprawy jest przykładem stroju nieodpowiedniego dla osób z małym wcięciem w talii jest góra o kroju bandau. Tego oczywiście nie widać „dosłownie” na zdjęciach, bo modelka (Jennifer Hawkins) ma piękną sylwetkę, w tym talię. Trzeba to sobie „dowyobrazić”. Otóż, taki „top” tworzy poziomą linię a  jeśli do tego dodać pionowe niemal linie tułowia u osób z małym wcięciem w talii to otrzymujemy niedobór kobiecych kształtów.

Pokazuje to nawet powyższe zdjęcie supermodelki Alessandry Ambrosio: figura wygląda wówczas zbyt „geometrycznie”, za dużo jest tu linii prostych.

Jest to tym wyraźniejsze, że strój plażowy to najczęściej jedynie parę części garderoby, więc często nie ma się „pod czym” ukryć, trudniej jest zatuszować określone niedoskonałości figury. Ale jednak jest to możliwe.

Jednym z nich jest odciągnięcie uwagi od samego bikini poprzez założenie dodatków. Prosta linia bandau jest na zdjęciu złamana asymetrycznym wiązaniem apaszki.

Do tego biżuteria. Na zdjęciu strój jest wzorzysty, więc obecność  biżuterii nie jest bardzo wyraźna, byłaby większa gdyby bikini było np. całe czarne. Zawsze  jednak takie dodatki pomagają rozproszyć uwagę i odciągnąć ją choćby częściowo od samego stroju.

Czasem uwagę od stroju odwraca niestandardowa uroda modelki.

Inną metodą są stroje dwukolorowe. Wiadomo: ciemne i stonowane barwy z większy prawdopodobieństwem stworzą tło niż jaskrawe i wzorzyste. W ten sposób możemy wybrać czy dół czy górę naszego stroju wolimy wyeksponować.

W przypadku pierwszego zdjęcia zróbmy mały eskperyment: spróbujmy skupić uwagę na figach a nie górze od bikini. Przez dłuższą chwilę. Nie jest to łatwe. Czarne figi nie rzucają się w oczy tak jak wzorzyste trójkąty. To dobry sposób dla tych, którzy z jakiegoś powodu chcą odciągnąć uwagę od bioder czy pupy  a skierować ją na biust i odwrotnie.  Drugie zdjęcie zdaje się było dość mocno „podkręcane” kolorystycznie fotoszopem, ale i tak widać, że dwukolorowe bikini w jaskrawych kolorach może wyglądać fajnie. Trzecie zdjęcie to znowu wzorzysta góra przyciągająca uwagę i jednolity dół plus zdobienie na mostku i dekolt  dodatkowo przyciągające wzrok.

Pewnie nadal zostały jakieś niedowiarki, które myślą: „no ale bikini złożone z innej góry i innego dołu? To trochę nie tak.” Zatem zobrazuje to przykładem. Na  obu zdjęciach ta sama modelka (Marissa Miller):

Czy tylko moim zdaniem modelka lepiej wygląda na pierwszym zdjęciu? Zatem co daje nam inny kolor góry i dołu? Pewne zaburzenie harmonii. Strój o identycznym wzorze na obu częściach postrzegamy niejako jako „całość”, góra „odpowiada” dołowi. Gdy jednak oba te elementy się różnią widzimy górę i dól. Nie ma tej jedności. Dla osób nie posiadających dużego wcięcia w talii to może mieć duże znaczenie, bo może przełamać „monotonię” prostego tułowia.

Strój dwuczęściowy to także dół i tak jak możemy podkreślać dekolt, tak i pupa może zostać przez nas ładnie wyeksponowana jeśli chcemy.

Ładnopupiastym zakrywaczom mówimy stanowcze: „nie”! 😉

Chyba nie jest tajemnicą, że osoby z niewielkim wcięciem w talii często dobrze wyglądają w strojach jednoczęściowych.

Pisząca te słowa ma bardzo podobny strój do kostiumu Terry i uważa, że podobnie w nim wygląda. Ach ta Terry…. 🙂

W wielu poradnikach mianem antidotum na brak talii na plaży określa się monikini. Otóż uważam, że jest to zbyt pochopny wniosek. Przede wszystkim z monokini trzeba uważać żeby nie osiągnąć efektu „kostiumu, który skurczył się w praniu”. Właśnie w przypadku bikini połączenego ze sobą z  przodu o taki efekt wizualny najłatwiej. W dajszej kolejności trzeba dodać, że monokini monikini nie równe. Ważne jest owo połączenie góry i dołu stroju. Niektóre z nich właściwie pogłębiają efekt braku talii, więc ich nie polecam.

Inne pomagają:

Ale większość jest chyba mocno dyskusyjna. Porównajcie proszę te 2 zestawy zdjęć.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dwa pierwsze zdjęci pokazują, że jeśli ma się talię to monokini może ją ładnie wyeksponować, ale gdy jest się jej pozbawionym to monokini może ten efekt pogłębić. Drugi zestaw zawiera zdjęcia Doutzen Kroes z tej samej sesji zdjęciowej. Mimo tego w czarnym monikini modelka zdaje się mieć o wiele bardziej „prostokątny” tułów niż w białym. Jest to najprawdopodobniej wynik odmiennego kroju obu kostiumów.

Nie mogłam oprzeć się by nie dodać także jej zdjęć przy odpowiedniej pozie i z boku. Wszak przy małej talii zdjęcia nieco z boku pokazują zwykle więcej krągłości niż en face.

Jeszcze przykład monikini przyciągającego wiązaniem uwagę do talii:

I w podobnym stroju Kelly Brooke.

Wygląda oczywiście fantastycznie, ale przy jej figurze i dbaniu o nią jestem fanką jej w bikini:

Na przykładzie Kelly można ładnie porównać wpływ kroju dołu na sylwetkę: bardzo poziome szorty i trójkąty:

Na koniec przykłady trójkątów na osoby z lekko zaznaczoną talią.

W czerwonym stroju występuje modelka marki Miss Mandalay, która oczywiście nie ma problemu zbyt małego wzięcia w talii. Ładnie jednak to pokazuje modelka Bravissimo.com z pierszego zdjęcia. Krój halteneck przyciąga uwagę do ramion więc talia nie jest tak „widoczna”. Myślę, że sporą pracę na rzecz sylwetki tej modelki wykonują także figi. Szorty mogłyby popsuć efekt.

***

Zdjęcia pochodzą ze stron: skinnyvscurvy.com, thesartorialist.blogspot.com, strangecelebrities.com, bravissimo.com, missmandalay.com.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , | 2 komentarze