Owinąć się bandażem, czyli Herve Lager jako zaczątek do refleksji o sensie mody

Chyba od razu, gwoli uczciwości, powinnam podać, że nie podobają mi się zupełnie projekty Maxa Azrii i jego żony Lubov. A nawet, że pewnie powoduje mną w pewnym sensie także swoista zazdrość, gdyż mam pełną świadomość, że w danym modelu  sukienki bandażowej ich projektu nie wyglądałabym wcale korzystnie. A inni przecież wyglądają.

O ile same konkretne projekty mało mnie zajmują, o tyle ich społeczny wydźwięk jest znamienny. Oto w wielu miejscach można przeczytać, że założenie sukienki bandażowej sygnowanej Herve Lager jest rytuałem przejścia gwiazdeczek. A sama sukienka bandażowa jest dziś produktem kultowym.

Żeby dobrze w niej wyglądać  trzeba mieć odpowiednią figurę. Taką  w sam raz.  Za szczupłe osoby nie wyglądają w nich ładnie. Szczególnie ogromna większość modelek:

Osoby zbyt krągłe także nie wyglądają w nich najlepiej. Podobno bardzo obsisłe sukienki bandażowe potrafią obanżyć każdą fałdkę tłuszczu, każdą niedoskonałość. Nie chodzi jednak o sprawę samej tuszy. Dochodzi sprawa figury. Jedynie prawdziwie kobiece sylwetki niektórych waz, klepsydr, wiolonczel, kolumn niektórych gruszek itp. mogą w nich wyglądać dobrze. Oczywiście nie wszystkie.

Znalazłam też parę modelek, które dobrze w nich wyglądają (choć tajemnicą poliszyniela jest, że w innych strojach te modelki wyglądają wielokrotnie korzystniej):

Sukienki Herve Lager są i muszą być kontrowersyjne skoro z jednej strony przypominają, że kobieta ma figurę i może ona być wielkim atutem. Z drugiej zaś, ich targetem są wszelkiej maści celebrytki. Zatem oskrażenia o intencjonalne projektowanie są jak najbardziej sensowne. Może to wyklaruję. Nie jest minusem to, że Max Azria  i Lubov projektują je dla okreslonego targetu, ale to, że projektując je dla tak bardzo  jasno sprecyzowanego grona odbiorców nie mogą oczekiwać  by uznawać Herve Lager za prawdziwą marką high fashion, bo jest się naznaczonym intencją i ograniczonym wachlarzem możliwych projektów. Wszak modeli sukienek bandażowych siłą rzeczy nie może być nieskończenie wiele. Z natury rzeczy jest to materia posiadająca swoje ograniczenia a przez to ułomna w świecie, gdzie projektowanie jest rzeczywistym aktem tworzenia. Innymi: słowy wszystkie modele sukienek Herve Lager mogłyby równie dobrze pochodzić z 1  kolekcji, bo nie ma w nich sezonowych innowacji, wielkich zmian. To jest ciągle szycie tego samego.

Tam, gdzie kończy się kreowanie a zaczyna „noszenie marki” kończy się prawdziwa moda. Portfel z logo „D&G” nie jest przejawem rozeznania w świecie mody. Podobnie jak bikini tylko  z tego powodu, że pochodzi od Herve Lager.

Świat mody jest zatem nieustannym chyleniem się w jakąś stronę. Konsumpcjonizmu albo przesłania. O ile Yoshi Yamamoto coś próbuje przekazać za pomocą swoich projektów i raczej nie marzy o tym, by metką z jego nazwiskiem świecono przed oczami, tak takimi „przedmiotami pokazywania” (statusu materialnego, rozeznania w świecie mody etc.) jest noszenie sukienki od Herve Lager. Bo nie niesie ona z sobą chyba żadnego przesłania. O.k. Pokazuje i podkreśla figurę. Ale od dzisiątek lat istnieją typu kobiecej figury idealnej, które ulegają zmianie. Jeśli  Herve Lager to sukienki dla danego rodzaju figury (a wszystko wskazuje, że tak właśnie jest) to jest to marka wcale nie bliższa high fashion niż Nike czy Adidas. Oni także projektują dla ściśle określonego kręgu odbiorców. Tworzą odzież użytkową. Sukienki bandażowe są taką odzieżą. A może nawet bardziej „odzieżą pokazową” (nie z pokazu mody a dla pokazania siebie bądź swojej figury).

Idąc tym tokiem rozumowania dochodzimy do konkluzji: „ale jeśli większość projektów ubrań pochodzących z high fashion dobrze wygląda jedynie na szczupłych i wysokich osobach, to czy to nie znaczy, że takie projekty są także przeznaczone dla okreslonego grona wysokich i szczupłych klientek?” Coś na pewno w tym jest. Klasyczna klepsydra musi się czuć pokrzywdzona nie będąć np. kolumną, bo siłą rzeczy to co jest modne nie często wygląda na niej dobrze. Z drugiej jednak strony, mimo ogromnego wpływu świata mody na postrzeganie własnej sylwetki, serii zachorowań na anoreksję i mody na bycie chudym nie można powiedzieć, że projekty domów mody są skierowane do wąskiego grona szczupłych i wysokich kobiet. To zbytnie uogólnienie, często wynikające  z nieznajomości świata mody.

Tam gdzie działa silny trend, tam noszone są ubrania niekorzystne dla danej figury, kolory niewłaściwe do typu urody osoby je noszącej. W pewnym sensie projektanci chcą być wszechwładni. Chcą kreować bez oglądania się na wiele ograniczeń ludzkiego ciała  i  jego postrzegania. Czy nam to wychodzi na dobre? Najlepiej niech każdy sobie sam na to odpowie. Czy każdy jest świadomy tego, że mimo np. odchodzącej już mody na spodnie-rurki wcale nie musi ich nosić by być modnym? Czy mamy tę świadomość działania mody? Tego, że zawsze jest wielociekową rzeką, w której jeśli tylko mamy jako takie rozeznanie, jaką taką pewność siebie i jako taką świadomość własnego  ciała możemy wybierać niemal dowolnie spośród tego, co nam odpowiada bądź nie?

Tego wszystkim życzę. Trzeźwego, rozumnego patrzenia na modę. Umiejętności dotrzegania, że potrafi być źródłem świetnych inspiracji i pomysłów jeśli tylko będziemy potrafili z jej czerpać. Że jest narzedziem, które w ręku posiadającym rozeznanie, potrafi dać dużo.

Jeśli ubieramy się nie tylko by ochronić przed zimnem i by nie być nadzy. Jeśli chcemy poprzerz ubiór przekazać siebie to moda może nam ukazać świetne opcje w tym kierunku. W tym moim zdaniem tkwi jej siła i sens.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s